logo

GRYNAPLUS

Ładowanie...

grynaplus
icon-badge

Blog

Znajdują się tu wszystkie artykuły napisane przez naszych użytkowników!

8

VirtusDno

4 miesięce temu

Recenzja: Battlefield 1

Recenzja: Battlefield 1

 

Wspaniale jest grać w Battlefielda,  nie do końca to samo, co poprzednie części, albo tak różne, bo jest prawie niegrywalne.

 

Battlefield 1 przywraca wiarę… nie w ludzkość oczywiście, ale w studio DICE i wydawcę Electronic Arts. Od kilku lat  uparcie próbują zmierzyć się ze swoim głównym konkurentem, serią Call of Duty, na polach bitew współczesnych konfliktów zbrojnych, które z każdym kolejnym odcinkiem serii stają się coraz gorsze i  bardziej żałosne. A potem,  jakby przyznając się do błędu, skręcili w  zupełnie nowym kierunku, tworząc biedną i potrzebującą grę Battlefield: Hardline i dostosowując ją do masowych i powierzchownych gustów Star Wars: Battlefront. Wiem, wiem, że ostatnia gra nie nosiła tytułu Battlefield, ale  duch gry na pewno pozostaje ten sam. To po prostu upraszcza się do bólu. Krótko mówiąc, DICE tonie coraz głębiej. Na szczęście ktoś w końcu objął prowadzenie i wymyślił Battlefield 1. To była najlepsza gra z serii od sześciu lat  i pierwsza gra Battlefield: Bad Company 2. A co więcej, wyjątkowy.

Battlefield 1  jest zdecydowanie wyjątkowy, a to dlatego, że po raz pierwszy ukazał się naprawdę dobry singiel. To już dziesiąta gra Battlefield. Ta pierwsza działała dobrze bez gier dla jednego gracza i kampanii fabularnych. Później jednak, wraz z migracją serii na konsole, pojawiły się takie tryby. I są złe. Albo  bardzo przeciętny i nudny. Zresztą mówię ze smutkiem, jako zagorzały fan chłopców z Bad Company, którzy stali się fenomenalni, tylko  gra wokół nich jest przeciętna. Ale to już przeszłość, bo to DICE, panie i panowie, fajna kampania do grania. Pięć kampanii na raz. Zasadniczo kampanie rozgrywane są na dwóch, trzech, maksymalnie czterech kartach. Każdy opowiada nam inną historię z I wojny światowej, każdy z innymi bohaterami i innymi założeniami. W jednym walczymy w okopach na półwyspie Gallipoli w Australii. W kolejnej wojnie oddychamy alpejską atmosferą, walcząc z cesarskimi żołnierzami rodziny królewskiej. Na innym przelecieliśmy nad Francją jak bandyta, a na innym wpadliśmy w to samo francuskie bagno z dumą brytyjskiego korpusu pancernego Big Bess.

Te mini kampanie nie są sobie równe. Są lepsi i gorsi. Ale najsłabszy jest zawsze powyżej średniej. Historie, które opowiadają, są całkiem dobre i dobrze poprowadzone przez przerywniki i narrację w tle. Próbują zdobyć serca i utkać wgląd w ludzki dramat. Często zawodzą, może dzięki grze głosu z wypolerowanego drewna, ale są na tyle emocjonalne, że nie narzekają. Twórcy starali się  je wyróżnić nie tylko w ogóle, ale w każdej historii. Zmienia się rytm, zmienia się też atmosfera, sety, a nawet sama rozgrywka. To jest dobre. Bardzo dobrze się gra. To się nie nudzi. Przyjemna przyjemność. Battlefield 1 nie rzuca nas na kolana swoimi historiami z I wojny światowej, ale jest solidny, zabawny i chcesz przejść przez każdą historię do końca. A to  dziesięć razy więcej niż w  poprzednich grach z serii. Szkoda, że ​​nas tu nie ma, nie wiem dlaczego, spodziewana jest rzeź w okopach frontu zachodniego, z gazem, artylerią i tak dalej, ale podejrzewam, że  twórcy zostawiają je z dodatkiem, który będzie zawierał Żołnierze francuscy. Wtedy na pewno będziemy mieli Verduns. Na razie musimy przetrwać bez niego. W sumie to plus za wszystko, nie ogromny, ale porządny i wyraźny.

Ale wiesz, że to Battlefield. Kampania singli nie ma tak naprawdę znaczenia, czy jest dobra czy zła, czy nie. Co najważniejsze gry wieloosobowe. Po raz pierwszy od lat pachnie świeżo, oryginalnie i ogólnie czymś przyjemnym. Nie ma gadżetów z kosmosu,  dronów, kolimatorów, wyrzutni rakiet i  wszystkiego, czego znudziliśmy się pojawianiem  w każdej nowej grze z  serii. Tutaj wracamy do podstaw. Mężczyźni, ich broń, granaty z gazem łzawiącym. Cóż, może posunąłem się za daleko z tymi pistoletami. Jeśli pamiętasz lekcje historii, słynne pokazy naukowe, a może stand-up i improwizacje, horrory, czytane książki, broń używaną przez żołnierzy podczas II wojny światowej. trochę zaskoczony, gdy grasz w Battlefield 1. Nikt tu nie biega z normalną bronią, z wyjątkiem Snajperów Zwiadowców. Wszyscy pozostali gracze, czyli  większość, noszą broń w pełni automatyczną, a przynajmniej półautomatyczną lub półautomatyczną. Coś faktycznie używanego przez około jeden procent żołnierzy w tym czasie. I to było dopiero po zakończeniu wojny. Rozumiem, że każdy ma zwyczaj nie celowania, ale strzelania, ale uderzania mniej więcej w  kierunku wroga. Wiem, że używanie klasycznego karabinu byłoby udręką dla posiadaczy konsol. Wszystko jasne. Szkoda jednak, że jeśli chodzi o broń osobistą, autorzy  I  wojnę światową przekuli w wojnę nowoczesną. Z drugiej jednak strony powinien być wdzięczny, że przynajmniej reszta jest prawie prawdziwa. I możesz szybko przyzwyczaić się do tych automatów. I nawet musisz to zrobić.

W Battlefield 1  podoba mi się nowy tryb wieloosobowy Operacje. W końcu DICE udało się dostarczyć nie tylko coś nowego, ale także naprawdę grywalnego, ekscytującego i zabawnego. Aktywność to ewolucja tego, co zostało wprowadzone w Star Wars: Battlefront. A całość jest mieszanką pomysłów  z klasycznego Conquest i klasycznego Rush. Ale poszło bardzo dobrze. Każda operacja to prawie godzinna bitwa, która toczy się na dwóch kolejnych mapach, gdzie jedna strona  cały czas atakuje, a druga się broni. Każda mapa podzielona jest na kilka stref obronnych, które należy zdobywać sekwencyjnie, zajmując dwa lub trzy główne punkty na danym obszarze. Wygląda trochę jak Szturm, ale rozgrywa się inaczej, ponieważ punkty mogą zmieniać ręce, tak jak w Podboju. Podsumowując, jest dużo zabawy, napięcia i tak dalej... ale tylko w mniejszej, 60-osobowej wersji Kampanii. Możesz także grać na serwerze 60-osobowym, ale nie polecam tego. Karty zostały zaprojektowane z myślą o małych zespołach. Są dobrze przemyślane, z przejściami, podejściami, wąskimi gardłami i tak dalej, ale tak naprawdę z dwoma 20-osobowymi zespołami na czele. Przy maksymalnie 60 graczach gra staje się zbyt chaotyczna, zbyt chaotyczna i bezmyślna. Jak stare dobre Metro z Battlefield 3 na 6 serwerach  2/7. Zajęcia są naprawdę klimatyczne, nawet lekko oskryptowane, a do tego bardzo przyjemnie się w nie gra. Ale na mniejszych serwerach. Zostaw swój 60-osobowy strój nietknięty w Conquest.

I wojna światowa dobrze służy Battlefieldowi 1. Sprzęt  tamtych czasów jest bardzo klasyczny i  tymi samolotami, sterowcami, czołgami i pociągami pancernymi bawi się naprawdę dobrze. Mapy  są również zaśmiecone lokalizacjami karabinów maszynowych, ciężkich karabinów maszynowych i artylerii, z których wszystkie są bardzo przydatne, jeśli wiesz, co robisz i znasz okolicę. Tak czy inaczej, znajomość terenu  jest warunkiem koniecznym, aby ponownie się nie zgubić, nikt nie wie, jak, gdzie i dlaczego, nawet na najmniejszych mapach, nie mówiąc już o bardzo dużych mapach. Ale ta wiedza nadejdzie z czasem, podobnie jak Obligacje Wojenne, za które można kupić nową broń i dodatkowe wyposażenie dla każdej z czterech  klas bazowych i innych podklas, takich jak czołg., pilot i elitarny żołnierz, czołg żołnierz, z zabawką zabójczy pistolet. z. Kierowcy pojazdów, którzy zostali kierowcami w momencie reinkarnacji w tym pojeździe, zostali potraktowani bardzo mądrze. Nie mają delikatnego sprzętu, ale potrafią naprawiać samochód od środka w wolnym tempie. Albo wyskocz i zaryzykuj przyspieszenie pod kulami. Skończyłeś manipulować kierowcą burzy w czołgu lub wsiadać do samolotu w pobliżu snajpera, aby dostać się na wzgórze, gdzie usiądziesz i zabijesz w sumie trzy osoby. To zdecydowana zaleta Battlefield 1, kolejna zaleta.

Podsumowując, Battlefield 1 to tak naprawdę tylko plus. Niezbyt gruby, nie taki, który dominuje nad wszystkim, co majestatyczne, otoczony przytłaczającym cieniem ich wielkiej pozytywności. Nie, korzyści tutaj są małe lub średnie, ale wszędzie jest ich mnóstwo, gdziekolwiek spojrzysz i nie posłuchasz. Nie trzeba dodawać, że Battlefield 1 wygląda świetnie i brzmi jeszcze lepiej. Albo, że pięknie się tu układa? I tym razem wszystko się naprawdę rozpadło, a nie tylko  jeden czy dwa elementy planu. W związku z tym wracamy do czasów niepohamowanego zniszczenia Bad Company 2. I pewnie  dlatego  to  najlepszy Battlefield od tego pięknego roku 2010. Szkoda, że ​​nie obsługuje modów, bo wtedy można  go nawet porównać do wczesnych części cyklu. Ale to nie jest dobre. Nie ma jeszcze trybu hardcore, ale na szczęście pojawi się wkrótce i możesz go teraz skonfigurować ręcznie, bawiąc się indywidualnymi opcjami serwera, więc nie martw się o swój strój. To jest dobre. Nie świetnie, ale dobrze.

Battlefield 1 wycofuje serię z rotacji. Nie posuwa się daleko, nie dba o rewolucję i trzęsienia ziemi, ale jest to duży krok we właściwym kierunku i umożliwia bezwstydne bycie później fanem Battlefielda po wielu latach przerwy. To był bardzo dobry mecz, na pewno dobrze zainwestowany, bo niebo i ziemia powinny sprawić wiele radości wszystkim fanom drużyny strzelającej z karabinów, armat,itp. na własną rękę. Oczywiście szkoda, że ​​naprawdę dobra gra  nie może zmienić się w fenomenalną grę, ponieważ społeczność nie ma dostępu do narzędzi do modowania i nie może jej  ulepszyć według własnych upodobań, ale trudno powiedzieć. końcowa nuta jest nieco chybiona z powodu tej wady i jest żywa. Ogólnie polecam. Bardzo śmieszne. Wielka Wojna  może i jest stara, ale się zmienia.

 

PLUSY

+dobry tryb pojedynczy, jak w Battlefield 1

+technologia jak zwykle na szczytowym poziomie

+zaskakująco skromne wymagania sprzętowe

+duża sieć Tryb działania

+mnóstwo innych zabawek zwykle z Wielkiej Wojny lub, ciekawie, +dobrze przemyślane karta

+Świetny klimat

 

MINUSY

-Drewniany polski dub jak zwykle bez Francuzów, bez Rosjan i bez przyzwoitej wojny w okopach

-Broń automatyczna wszędzie tam, gdzie  nie strzelasz

-Bez zmiany asysty modderów

-Tradycyjnie - masa gliczy

 

Ocena: 8,0/10

0 Komentarzy

© Copyright GrynaPlus.pl 2018-2022