logo

GRYNAPLUS

Ładowanie...

grynaplus
icon-badge

Blog

Znajdują się tu wszystkie artykuły napisane przez naszych użytkowników!

8

VirtusDno

8 miesięcy temu

Recenzja: Wolfenstein: The New Order

Recenzja Wolfenstein: The New Order

Bulletsotrm 2 nie ma już  szans. Na szczęście pojawiło się Wolfenstein: The New Order. Tak dobrze, jak  nie strzelał do mnie od czasów FPS People Can Fly.

 

Bulletstorm to totalna gra zręcznościowa z licznikiem wyników i wciągającą atmosferą. Wolfenstein: The New Order  nie kręci się zbytnio wokół gangów, a  jego akcja toczy się w latach 60. XX wieku. W tej alternatywnej wersji losów świata II wojna światowa trafiła do Niemiec, a wszystkie główne mocarstwa tamtych czasów, od Stanów Zjednoczonych po Chiny, zostały rzucone na kolana przez nazistowskie Niemcy. Ponadto opanowali technologię na wiele lat przed tymi rzeczywistościami. Mają uberbeton, z którego budują monumentalne konstrukcje, mechy, broń laserową czy w końcu kosmiczną bazę  na Księżycu. Fabuła nowszego wilkołaka jest ostra, jeśli chodzi o jazdę bez wad, ale pomimo wulgarności tu i tam, nie tak brutalna jak  Bulletsotrma. Przy całym tym zestawie (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) poważna ingerencja w rozmowy o tym, co oznacza wojna lub w całym „bardzo poważnym” kontekście, może być zaskoczeniem.

Misja, która odbyła się w obozie koncentracyjnym była prawdziwym szokiem. Być może nikt wcześniej  dosłownie nie pokazał rzeczywistości obozowej. I tu też kontrastują  ze stosunkowo lekką rozgrywką. Mamy też dobrze narysowane postacie. Są bardziej wyraziste, a pierwsze postacie drugoplanowe są bardziej zapadające w pamięć niż główni bohaterowie wszystkich sezonów Call of Duty i Battlefield łącznie. Jakby tego było mało,  na początku historia się rozpadnie i w zależności od decyzji, którą podejmujemy w debiucie, pójdzie w innym kierunku. Nie jest to  zupełnie nowa droga, ale powinna wystarczyć, aby zachęcić Cię do powtórki.



Bad Begins

Jak wspomniałem w swoich wrażeniach z dema, otwarcie jest najsłabszą częścią gry. Szary, liniowy, nie zachęcający. Trzeba jednak przez to przejść, aby być świadkiem porażki aliantów w szoku bałtyckim i zrozumieć, dlaczego z pozoru niezniszczalny Blazkowicz zamienił się w warzywo. Od tego momentu  jednak wszystko się tylko poprawia, gdy nasz żołnierz budzi się z fali przypominającej różdżkę przypominającą magiczną śpiączkę i zaczyna niszczyć nazistów. Jak wygląda po kilku latach na wózku inwalidzkim? Jak poznał swoich dawnych towarzyszy z II wojny światowej podczas swojej pierwszej misji, której akcja toczy się w latach 60.? Jakieś problemy? Opowieść Wolfa jest zszyta ciężką nitką i nie trzeba w niej doszukiwać się zbytniej logiki. To nie jest tutaj najważniejsza rzecz, ale ogólna atmosfera kontrolowanego przez Niemców świata, który został uznany za pierwszorzędny. Zawiera nie tylko główne fakty, ale także zasłyszane  dialogi, zasłyszane listy czy wycinki z gazet. Jest tu nawet niemiecka popkultura, o czym świadczą znajdowane po drodze kolejne płyty fonograficzne.

Tak dobrego klimatu nie udałoby się osiągnąć bez świetnych przerywników filmowych. Idealnie proporcjonalne i zmontowane. Puchar, graj formą i wyczuciem czasu. Pamiętasz temat z filmu „Drużyna A”, gdzie monolog o przygotowaniach do akcji ilustrowany jest zdjęciami z akcji? Tutaj obowiązuje podobny motyw. Lubię też skróty myślowe, takie jak „nie masz nic przeciwko temu, że jest tylko jedno łóżko?” A po sekundzie Blazkowicz zbliża się do swojego towarzysza. I ten zapach też, nie tak długi i żałosny, że po Call of Duty i Battlefielda można mieć przekłuty nos.

Piękna scena i całe jej otoczenie to  tylko dodatek do ujęcia. Jest ich wiele, ale o dziwo nie za dużo i o dziwo często mamy wiele innych zadań do wykonania. Fajnie jest łączyć poziomy akcji, w których zabijasz dziesiątki nazistów. Wrogów jest wielu, więc możesz poeksperymentować i najpierw spróbować zabić ich po cichu bez niepokoju. Bardzo często musimy lub możemy się zakraść, nawet jeśli robimy to z przyzwyczajenia, a nie z rzeczywistej potrzeby. Naziści nic nie widzieli i nie łączyli faktów leżących u ich podstaw. Nie brano pod uwagę możliwości noszenia i ukrywania ciała, ale przeciwnik i tak tego nie potrzebował i nie zdawał sobie z tego sprawy. Skradanie się jest bardzo przydatne, dość łatwo to zrobić, ale najgorsze jest też niska inteligencja wrogów i prostota podstawowych scenariuszy, które giną w otwartej walce.

To jest esencja gry, fajnie tu strzelać, czujesz moc każdej zabawki i choć nie ma ich wielu, nie narzekasz na nudę. Większość arsenałów rośnie z czasem. Każdą broń, nawet najcięższą, można chwycić jedną ręką, drugą i dosłownie wymordować wrogów. Jedynym problemem jest więc  ograniczenie posiadania dwóch broni tego samego typu. Chcemy móc trzymać w lewej ręce  karabin, a w prawej strzelbę. To mało prawdopodobne, ale nawet jeśli walka jest tutaj specyficzna, zwłaszcza gdy „pompujesz” swoje zdrowie.

Energia odawia się tylko do wymaganego minimum, ale gdy mamy max zdrowie i zabieramy apteczkę, licznik doładuje się np. o 180%. Powoli, ale sukcesywnie, nawet jeśli nikt do nas nie strzela, spada do „setek”, więc cooldown musi być wykorzystany na skuteczne akcje,  których zostało nam dużo. Świetny motywator do ofensywnej gry, ale z drugiej strony  nie musisz tego używać tak jak pisałem, możesz tu dużo zrobić  po cichu. Sam próbowałem działać w ukryciu, walczyć otwarcie dopiero po ogłoszeniu alarmu.

Oprócz kilku podstawowych broni jest też karabin laserowy. Świetne, przedzieranie się przez wrogów bez zbroi i rozbijanie tarcz większych niedźwiedzi, ale… tylko jednego. Z biegiem czasu, podobnie jak reszta broni, rozwinęliśmy jej cechy, ale wciąż mamy pewne niedociągnięcia. Wolf został wcześniej utworzony przez Raven Software, co zaintrygował mnie motywem futurystycznych gadżetów. Trochę tu brakuje tego rozmachu, ale to nie wina gry, ale coś, co chciałem osiągnąć z czystym sumieniem.

Pochylenia (rzadkość w FPS) i system rozwoju postaci są również bardzo dobrze zaimplementowane w grze. Omówiłem to w podglądzie, więc nie będę powielał się  w pełnej wersji ani w tym demo.

 

Odwiedziny

Wolfenstein: The New Order to  nie tylko strzelanie i polowanie na przeciwników. Jest tu dużo dialogu, zarówno podczas misji, jak i między nimi, w kwaterze głównej Ruchu Oporu. Są też niekrępujące przerywniki, w których musimy przejść przez pobliskie kanały. Nie są zbyt skomplikowane ani uzależniające, ale  klimatyczne. Trochę podobnie czują się w Rage, w każdym razie mamy  do czynienia z tym samym silnikiem graficznym i to poniekąd realistycznie, a co za tym idzie kolorem i wyglądem otoczenia. Niespodzianką był dla mnie również podwodny poziom wody, gdzie musiałem wyjść z zalanego korytarza na podwodnym skuterze. I już na początku wygląda na to, że gra wpisuje się w schemat „misja, bieg do bazy, misja, bieg do bazy”, zaczyna się akcja, służą zniszczeniu na zniszczonym moście i… podróż w kosmos. Twórcy nieustannie bawią się graczami, żonglując klimatami i konwencjami. Nie możesz być tutaj niczego pewien, a jedyne, czego powinieneś się spodziewać, to nieoczekiwane.

W miarę przechodzenia przez kolejne poziomy należy lizać ściany, nie tylko po apteczkę, amunicję i aromaterapię (patrz plakat  pierwszego Wilka w bazie), ale także kod Enigmy. Po ich zdobyciu odblokowują się  nowe tryby. Co powiesz na grę, której poziom jest zbyt trudny, ale  z  paskiem energii, który jest ładowany dziesięć razy? Z nieograniczoną amunicją? A może brak HUDa? Przynosisz HUD, ale nie masz zbroi i apteczki? W grze nie ma trybu wieloosobowego ani kooperacji, ale sama historia to kilka godzin rozgrywki. A jeśli jesteśmy uzależnieni i chcemy poznać alternatywną ścieżkę  i wspomniane dodatkowe tryby,  licznik szybko podniesie się nawet do kilkudziesięciu godzin.

Gram na PS, 60fps w połączeniu z  1080p to prawdziwa przyjemność. Chodzi mi o to, że byłoby prawdziwą przyjemnością, gdyby  te liczby były przedstawiane za pomocą grafik nowej generacji. Niestety tak nie jest i chociaż wszystkie pokryte lokacje, z naciskiem na kanały, wyglądają dobrze, niektóre otwarte miejsca są wizualną przeciętnością. Prostota tematów, brak ciekawych kątów widzenia i bardziej spektakularnych efektów graficznych, a także ubóstwo kontrastów kolorystycznych z kanałami, które podobnie jak w Rage są doskonale oddane i rzutowane rewelacyjnie jasne. Sytuację uratowało nieco destrukcyjne środowisko, ale tylko w niewielkim stopniu. Mówimy o gnijących ścianach i tego typu detalach. To nie Black, gdzie możemy wybić dziurę w ścianie i zdjąć wrogów od tyłu. Blazkowicz ma tylko jeden palnik, który może przecinać wybrane metalowe siatki i ściany. To rozczarowujące, bo choć Wolfenstein: The New Order jest 10 razy bardziej uzależniające od  Killzone: Shadow Fall, to zapowiada się 3 razy gorzej, a zniszczenia są też mniej spektakularne niż FPSie Criterion na PS2.

Gra brzmi lepiej  niż wygląda. Wyraźna rockowa muzyka doskonale pasuje do atmosfery gry,  w większości zbudowanej z dialogów nagranych w oryginalnym języku. Więc naziści mówili do siebie po niemiecku, a do nas słabo mówili po angielsku. Wśród anglojęzycznych bohaterów łatwo zauważyć, kto jest ze Stanów Zjednoczonych, a kto z Wielkiej Brytanii. Polacy też odgrywają tu ważną rolę (część akcji leży nawet w naszym kraju), ci ludzie oczywiście mówią po polsku. I jest to niezależne od wersji językowej wybranej w opcjach. A jeśli wybierzemy język polski, natkniemy się na naprawdę dobre napisy filmowe, które nie tylko tłumaczą dialog, ale tłumaczą go w naszym własnym stylu („daj mi to”). Jedyną rzeczą, która mnie zaintrygowała, było tłumaczenie z anglojęzycznych nazistów na nazistów. Pomimo swastyki w grze, nazwisko wodza III Rzeszy nigdy nie jest wymieniane, a na statui wodza nie ma charakterystycznych wąsów i frędzli. Jednak w polskiej wersji walczymy z nazistami...

 

Nowe zamówienie na rynku strzelanek?

Wolfenstein: The New Order to najlepszy film ostatnich lat. Brutalny, bezkompromisowy, ale nie surowy. Ponadto jest solidnie zbudowany pod względem technicznym, a także w wielu miejscach zaskakuje. Czy to za sprawą dynamicznych zmian lokalizacji i klimatu, dialogów czy przerywników filmowych. Długą i skłaniającą do myślenia fabułę przerywa plątanina krótkich i powierzchownych kampanii całej konkurencji. Pokazuje również, że w dobie presji na grę wieloosobową, freestyle, mikrotransakcje i historie poboczne w strzelankach pierwszoosobowych, wciąż można zrobić ze strzelanki staromodnego (stosunkowo) wysokobudżetowego gracza.

 

PLUSY

+Akcja i narracja

+Czas trwania i różnorodność zabawy

+System kamer

 

MINUSY

-Arsenał może być większy niż

-Zniszcz również środowisko

-Lepsza grafika

-Jest mądrzejsza

 

Ocena: 8.5/10

0 Komentarzy

© Copyright GrynaPlus.pl 2018-2022
cookie

Korzystając z tej witryny wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookie (więcej informacji)